| Autor: mikolaj

Ustawa śmieciowa. 40% polskiego rynku śmieci w rękach zagranicznych firm

Po wprowadzeniu ustawy śmieciowej rynek zagospodarowania odpadów komunalnych został podzielony między ok. 750 podmiotów z 3,4 tys., które działały wcześniej w branży. Jedną trzecią wartego 3,3 mld zł rocznie rynku posiadają duże podmioty zagraniczne. Razem z firmami w konsorcjach stanowią one 40 proc. rynku – wynika z badań firmy HSM Polska. Wciąż brakuje regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych.

Ustawa śmieciowa. 40% polskiego rynku śmieci w rękach zagranicznych firm

Część spośród 750 podmiotów była zorganizowana w ramach konsorcjów, często wokół firm z kapitałem zagranicznym, m.in. Remondis, Alba, A.S.A Polska, Sita Polska, Toensmeier, Veolia.


To są potentaci branży znani na rynkach Europy Zachodniej. Już w tej chwili widzimy, że ta grupa podmiotów ma znaczący udział w rynku – około 40 proc., jeżeli mierzyć wartości kontraktów zawartych w ramach zarówno indywidualnych podmiotów, jak i konsorcjów. Natomiast sam udział firm zagranicznych to jest około 34 proc. wartości rynku – wyjaśnia Mariusz Karpiński.

Ze raportu HSM Polska wynika, że najmniej za odbiór śmieci płacą mieszkańcy Polski Wschodniej, przede wszystkim dlatego, że tam więcej przetargów jest tylko na odbiór i nie uwzględniają one zagospodarowania odpadów. Statystycznie najwięcej miesięcznie płacą mieszkańcy województwa dolnośląskiego, bo aż 152 złotych, najmniej natomiast zapłaci statystyczny mieszkaniec województwa podlaskiego, bo tylko 40 złotych.

Prawie rok obowiązywania ustawy potwierdził konieczność inwestycji w regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych.

W zamyśle ustawodawcy jest tak, że cały strumień odpadów komunalnych ma być w tej chwili kierowany do tych właśnie wyspecjalizowanych instalacji. Jest ich w Polsce stosunkowo mało, w tej chwili zaczynają być budowane, są na różnym etapie rozwoju. Tych instalacji będzie musiało powstać w Polsce bardzo wiele, przy czym są one finansowane z bardzo różnych źródeł. Nie są to tylko inwestycje firm prywatnych, są to w dużej mierze też inwestycje sektora samorządowego bądź sektora publicznego – mówi Karpiński.

Z kolei firmy, które przetargi wygrały, musiały za to zainwestować w dodatkowe pojemniki, nowe samochody i standard obioru odpadów. Takie inwestycje w niektórych przypadkach były większe niż firmy oczekiwały. Powód? Zdaniem Karpińskiego, organizatorzy nie oszacowali ilości odpadów i w efekcie firmy muszą zbierać ich więcej niż przypuszczały. To wynik wprowadzonego w ustawie systemu opłat. Płaci każdy konsument i za tę opłatę może oddać dowolną ilość śmieci.

W efekcie większość osób, które swoimi sposobami utylizowała śmieci, teraz wykłada je do odbioru. To pozytywna strona regulacji: znikają dzikie wysypiska, śmieci trafiają do zorganizowanego systemu gospodarki odpadami – mówi Mariusz Karpiński.



Tagi:
źródło: